sob.. gru 10th, 2022
Topowe rosyjskie seriale ostatnich lat

Cały świat rozkochał się w serialach. Trzymają nas w napięciu, zaskakują, uzależniają i w niczym nie ustępują kinowym superprodukcjom. Już dawno przestały  kojarzyć nam się z kiepskiej jakości telenowelami, których scenariusz krąży wokół jednego schematu, a realizacja pozostawia wiele do życzenia. Niemal każdy z nas obudzony w środku nocy wymieni przynajmniej kilka znanych serii. Ile z nich może poszczycić się europejskim rodowodem? Niestety niewiele. Nie oznacza to jednak, że na Starym Kontynencie nie powstają interesujące seriale. Również rosyjskie produkcje pod żadnym względem nie ustępują tym, stworzonym na zachodzie. Co warto obejrzeć? Oto piątka moich kandydatów:

1. Likwidacja, reż. S. Ursuljak, 2007.

Powojenna Odessa tonie w chaosie. Cieszący się olbrzymim autorytetem przestępcy (znani chociażby z opowiadań Izaaka Babla) rządzą miastem i nie zamierzają ustępować nowemu dowódcy czarnomorskiej armii – wielkiemu marszałkowi Żukowowi. Z bezwzględnymi bandytami musi zmierzyć się podpułkownik Dawid Markowicz Gocman – rodowity odesyta, doceniany zarówno przez współpracowników, jak i swoich wrogów. Błyskawicznie do rozgrywki włącza się prokuratura wojskowa, reprezentowana przez sympatycznego Witalija Krieczetowa i kontrwywiad Armii Czerwonej. Okazuje się, że za sytuację w mieście odpowiada Akademik – związany z niemieckimi okupantami przywódca faszystowskiej partyzantki. Czy śledczym uda się przywrócić porządek i wytropić demonicznego Akademika? Oczywiście, że tak. Likwidacja, jak zauważa otwierający i zamykający serię narrator, to w końcu odesska opowieść – nie wiadomo, czy tak naprawdę wymienione w niej wydarzenia miały miejsce, nie wiadomo, czy postacie charyzmatycznego podpułkownika i cynicznego mordercy znalazłyby swoje pierwowzory w realnym życiu. Ważne jest to, co dzieje się pomiędzy początkiem i końcem – zwroty akcji, znakomite epizody i świetne sceny, idealnie odwzorowujące koloryt wielokulturowej Odessy i niespokojnych powojennych czasów

Dlaczego pierwsze miejsce? Za Odessę. Jej klimat jest perfekcyjnie odwzorowany, a aktorzy wspinają się na wyżyny swojego kunsztu. Każda sekunda nasycona jest magią żydowskich podwórek, w każdym dialogu na pierwszy plan wychodzą konstrukcje, których nie usłyszymy we współczesnym języku rosyjskim. W Likwidacji nie spotkamy postaci niepełnej, źle zagranej albo po prostu nijakiej. Pulchny Emmik i jego nadopiekuńcza mama rozbawią nas do łez, Dawid Gocman złamie serce niejednej fanki, a interpretacja marszałka Żukowa pozwoli popatrzeć na bohatera II Wojny Światowej z nieco innej perspektywy. Likwidacja to nie tylko 14 spotkań z geniuszem Władimira Maszkowa, ale także z przepięknym światem, którego już nie ma. Serial warto obejrzeć także ze względu na obecną sytuację polityczną – Odessa to w końcu wyjątkowe miejsce, które przez wieki łączyło wiele kultur i udowadniało, że wszystkie mogą się pięknie dopełniać i łączyć.

2. Mażor, reż. K. Statskij, 2014

 

Igor Sokołowski słynie z tego, że ma bogatego ojca. To właśnie jemu zawdzięcza wykształcenie, olbrzymi apartament, luksusowy samochód i nieograniczone fundusze, pozwalające na zabawę w najlepszych klubach w mieście. Wszystko zmienia się, kiedy Igor wdaje się w bójkę z policjantem – Daniłą. Ojciec postanawia nauczyć go życia i skierować do pracy w oddziale pokrzywdzonego śledczego. Mażor nie pasuje do swoich nowych kolegów. Drogie ubrania i akcesoria kłują w oczy, szybko okazuje się także, że Igorowi podoba się jego przełożona – kapitan Wiktoria Rodionowa, prywatnie partnerka Daniły. Konflikty pomiędzy policjantami nasilają się, bójki stają się codziennością, a pani oficer wciąż zastanawia się, którego z nich wybrać. Równocześnie Igor rozwiązuje skomplikowaną sprawę śmierci swojej matki. W tajemniczych okolicznościach giną kolejne osoby z jego otoczenia, a rezultaty śledztwa burzą świat młodego bogacza.

W drugim sezonie do ekipy dołącza Katia (w tej roli prześliczna Liubow Aksjonowa) i uczuciowa mozaika ulega jeszcze większej komplikacji. Sam Igor wypowiada wojnę Ignatiewowi – wrogowi swojego ojca i potężnemu magnatowi finansowemu. Intryga z każdą minutą coraz bardziej się komplikuje, a podejmowane decyzje doprowadzają do katastrofalnych konsekwencji.

Dlaczego warto oglądać? Dla niekończącego się napięcia. Mało który serial wciąga tak bardzo i stawia tak wiele znaków zapytania. Koniec każdego odcinka wymusza włączenie kolejnej serii, a realizacja na najwyższym poziomie i świetna gra aktorska sprawiają, że serial po prostu znakomicie się ogląda. Co prawda czasami bywa nieco naiwnie i mało realistycznie, ale w końcu do produkcji tego typu powinniśmy podchodzić z właściwym dystansem. Aby uniknąć spojlerów, nie mogę zbyt wiele napisać. Warto oglądać i warto czekać na trzeci sezon – koniec drugiego to prawdziwy majstersztyk!

3. Przeżyć po, reż. D. Gligorow, A. Bogusławski, A. Komarow, 2013 

Apokalipsa seksownych kobiet-zombie w samym sercu Moskwy? Tak, to może być świetny pomysł na serial. Przeżyć po to znakomita odpowiedź na amerykańskie The Walking Dead. Chociaż sam  motyw wydaje się być naiwny i tandetny, produkcja potrafi się obronić, a walka pomiędzy ludźmi i muraniami (właśnie tak nazywają się zarażone wirusem kobiety) wciąga i w niczym nie przypomina przesłodzonej i nierealistycznej bajeczki.

Serial rozpoczyna się w bunkrze, w którym zamknięto jedenaścioro młodych ludzi. Bohaterowie nie wiedzą, że na skutek przypadkowego rozpylenia wirusa w metrze, Moskwa przeobraziła się w skażoną pustynię. Toksyna ma przedziwne właściwości – część mieszkańców umiera, ale kobiety w okresie rozrodczym zamieniają się w śmiertelnie niebezpieczne i piękne muranie. Wkrótce bohaterom udaje się wydostać z bunkra i wyjść na powierzchnię. Tam muszą zmierzyć się nie tylko z zombie, ale także wszechwładną organizacją Wierszyna, która odpowiada za stworzenie wirusa. Podobnie jak w The Walking Dead głównym tematem staje się przeżycie w owładniętym chaosem postapokaliptycznym świecie – ocaleni kochają się, zabijają, kłócą i godzą. Przeżyć po to naprawdę wyjątkowa i ciekawa pozycja, która cieszy się sporą popularnością w Rosji. Dzisiaj widzowie czekają na 4 sezon.

4. Brygada, reż. A. Sidorow, 2002.

Szybkie pytanie, szybka odpowiedź:

– Najlepszy rosyjski serial?
– Brigada.

Liczący sobie już 15 lat obraz to pozycja absolutnie kultowa – właśnie ona otwarła Rosjan na świat seriali z wyższej półki (nie mam tu na myśli seriali komediowych i telenowel) i symbolicznie zamknęła wyjątkowo trudny okres lat 90. Obok Brata Aleksieja Bałabanowa to mała encyklopedia rosyjskości. W serialu Sidorowa znajduje się wszystko, co ważne dla rosyjskiego człowieka – honor, przyjaźń, miłość, walka, ale także czas na moment refleksji i chwile szaleńczej zabawy.

Dlaczego warto? Dla gangsterskiego klimatu, który odnajdziemy w najlepszych filmach tego gatunku. Moskwa lat 90. w niczym nie ustępuje Nowemu Jorkowi epoki prohibicji. Miasto tonie w bezwzględnej walce o wpływy, a o jego losie decyduje nie wymiar sprawiedliwości i politycy, a gangsterskie układy. Kolorytu serialowi dodaje także znakomity Siergiej Bezrukow, który wcielił się w postać Aleksandra Biełowa. To właśnie od jego powrotu z wojska (kto zgadnie gdzie wcześniej pojawia się ten motyw?) rozpoczyna się cała historia.

5. Biała gwardia, reż. S. Snieżkin, 2012.

Rosjanie uwielbiają ekranizować najważniejsze dzieła rodzimej literatury. Coraz częściej wykorzystują w tym celu formułę serialu. W takiej formie możemy zobaczyć między innymi Doktora Żywago, Mistrza i Małgorzatę czy Dzieci Arbatu. Na szczególną uwagę zasługuje jeden z najważniejszych utworów Michaiła Bułhakowa – Biała gwardia.

Akcja powieści (i serialu) toczy się w Kijowie podczas wojny domowej 1918-1919. Przyglądamy się losom inteligenckiej rodziny Turbinów, która musi zmierzyć się z piętrzącymi się katastrofami. Stolicę Ukrainy opuszczają wojska niemieckie, miasto staje się doskonałym schronieniem dla byłych carskich oficerów i wysokich urzędników. Niestety błyskawicznie pojawia się kolejne zagrożenie – wojska atamana Petlury. Aleksiej Turbin – lekarz i oficer, razem z przyjaciółmi i podkomendnymi staje oko w oko z wrogiem, któremu po ciężkich walkach udaje się jednak wziąć miasto. Na tym nie kończy się dramat Kijowa i schronionych w nim ludzi – ze wschodu nadciąga potężna Armia Czerwona.

Biała gwardia to znakomicie zrealizowany serial. Obsadzony w głównej roli Konstantin Chabienski spaja poszczególne wątki i tworzy wyjątkowego i niezwykle ciekawego Turbina. Nic w tym dziwnego – aktor uwielbia takie role (za przykład może służyć chociażby film Admirał z 2008 roku). Biała gwardia to nie tylko Chabieński. Nie doszukamy się w niej żadnego niedociągnięcia. Powieść została znakomicie przełożona na filmowe realia – nie odczuwamy przestojów czy braku konsekwencji, nawet widz, który nie zna oryginalnego utworu, nie będzie miał problemu ze zrozumieniem interpretacji Snieżkina. To pozycja obowiązkowa zwłaszcza dla fanów twórczości Bułhakowa, a tych przecież, także w naszym kraju, nie brakuje.

Dodaj komentarz