Tchórzofretki – o uroczych śmierdziuchach

Tchórzofretka. Takie małe, wredne stworzenie z głową pełną pomysłów i wzbogacone o specyficzny zapach. Mimo wszystko nie sposób nie zakochać się w tym pyszczku, gdy radosnym gdakaniem zaprasza do zabawy. Mnie zapraszają już od czterech lat i będą zapraszać jeszcze długo.

Pierwsza fretka pojawiła się u nas przypadkiem. Bo stryjeczny wuj szwagra oddawał samiczkę z całym wyposażeniem. No i wzięliśmy „toto”, bez zastanowienia, bez wiedzy, zakochani w pięknym pyszczku. Tak właśnie trafiła do nas Majeczka, rozpieszczona do granic księżniczka. W trakcie życia z nią uczyliśmy się jak dbać o te zwierzaki, co im służy i co szkodzi a przede wszystkim jakie pomysły na autodestrukcję lęgną się w tych uroczych główkach. Po blisko roku z Majką stwierdziliśmy że raz się żyje i że mamy możliwości, by przygarnąć drugą fretkę, dla towarzystwa naszej rozpieszczonej jedynaczce. I tu już byliśmy bardziej rozważni niż romantyczni,  po starannym przeanalizowaniu  za i przeciw,z adopcji poprzez stowarzyszenie trafił do nas Fetorek, zwany Grubym.

Sporo bąków wywietrzało, zanim stały się nierozłączne. Ale było warto. Zaczęły podbijać świat w zgranym duecie, nieraz przyprawiając nas o łzy ze śmiechu. Ale i o palpitacje, gdy wcielały w życie karkołomne pomysły rodem z filmików o kaskaderach. Ponadto kradły na potęgę! I każde miało inne potrzeby- Majka jako dama kolekcjonowała za szafą wszelkie środki higieniczne typu chusteczki, a Gruby niestrudzenie uprowadzał wszystkie przedmioty, mające choćby ślad gumy- długopisy znajdowaliśmy w takich przedziwnych miejscach jak wnętrze fotela czy szafa z ubraniami, czy chociażby we własnym obuwiu.

I tu właśnie pragnę nadmienić rzecz najważniejszą. Nie znajdzie z fretką porozumienia człowiek, który ceni w życiu przede wszystkim porządek, zarówno w otoczeniu jak i w głowie. Nie jest to też zwierzak dla osób nerwowych, niecierpliwych, które chcą efektu na już. Fretki nie da się wyszkolić, za cud należy uważać, gdy przyjdzie na wezwanie. To zwierzak znacznie bardziej niezależny od kota, człowiek jest dla niego bardziej kolejną atrakcją niż „panem”. Sensem ich intensywnego życia jest zabawa- to stworzenie, które nie poważnieje z wiekiem, one ciągle są gotowe do psot. No może z wyjątkiem czasu, gdy śpią. A przesypiają naprawdę sporo – ok 16 godzin na dobę, zimą nawet więcej. Budzą się i są natychmiast zwarte i gotowe i wyczekują niecierpliwie na moment wypuszczenia z klatki. Czekać też potrafią aktywnie- drapanie miseczek, tzw „jazda na prętach” są czasami nie do zniesienia. Zwłaszcza na wiosnę, gdy freciaki pobudzone słońcem od rana radośnie budzą nas od 4.  Taak, to są momenty gdy najchętniej wystawiłabym je na balkon. Ale cóż, zawsze mam w pogotowiu stopery do uszu i poduszka na głowę też się sprawdza.

Półtora roku temu do naszego duetu z piekła rodem dołączyła Zoli. No i to był problem, bo Majka z Grubym nie zaakceptowali „młodej”. Ponad rok trwały próby pogodzenia ich, niestety bez rezultatu. Skończyło się tym, że duecik mieszkał w jednej klatce a Zoli w drugiej. Po odejściu Majki nic się nie zmieniło- nadal mamy 2 klatki, w których mieszkają 2 fretki. Nie będziemy juz podejmować prób łączenia- sąsiedzi mogliby nam nie wybaczyć takich wrzasków.

Jedno jest pewne- dzięki fretkom mamy teraz w całej Polsce ludzi, z którymi udało nam się szczerze zaprzyjaźnić, bo łączy nas pasja. Pasja i wspólna praca- prowadzimy akcje edukacyjne, bierzemy udział w różnorodnych festynach, propagujących adopcje fretek, a nie kupowanie maluchów z przypadkowych źródeł. Taki maluch znikąd może być przede wszystkim chory i dziki, wiele leków i czasu upłynie zanim uda się (albo i nie) go okiełznać i wyleczyć.