Rogata Turnia – Granaty Wielickie, 2011

Autor: dnia 2011.08.27

Rogata Turnia (Rohatá veža), 2420 m, Vysoke Tatry
Droga: północno-zachodnią granią, II
Data: 2011.08.20

Świadomość, że nie weszliśmy za pierwszym razem na wszystkie cztery wierzchołki Staroleśnego Szczytu siedziała nam na wątrobie. Okej: niby późna pora, niepewna pogoda i takie tam. Niby dwa najwyższe piki są nasze, ale dwa kolejne pozostały “niezdobyte”. To w zasadzie bzdura, ale zwyczajnie – chcieliśmy być na tych wszystkich turniach. Pewnie czułabym większy opór przed wracaniem tam w kolejny weekend, gdyby nie fakt, iż upatrzyłam sobie w rejonie jeszcze jeden malutki cel – Rogatą Turnię, najwyższy punkt Granatów Wielickich. Poza tym, ta okolica jest naprawdę urodziwa, zatem…czemu nie?

Kolejna sobota. Siódma rano, bus do Śląskiego Domu (przed 9.00 rano trzeba go specjalnie zamówić, cena jednak ta sama: min. 25 EURO / kurs albo 5 EURO/os powyżej 5 sztuk). Pod hotelem jesteśmy 10 minut później, a po następnych 2,5h meldujemy się na Klimkowych Wrótkach, urządzając sobie w międzyczasie popas na Podufałej Baszcie. Podejście Kwietnikowym Żlebem znaliśmy sprzed tygodnia, tak więc nie mieliśmy żadnych orientacyjnych trudności w pokonaniu go ponownie, mimo iż w przeciwnym kierunku.

I w tym oto momencie aparat alarmująco pipka, że bateria umiera. Wyjmuję zatem dziewczynę i układam na skale w nasłonecznionym miejscu w naiwnej nadziei, “że się podładuje”, bo ciepło, bo słonko, itp. Chwilowo pstrykacz w telefonie będzie musiał wystarczyć, chociaż budzi to wyraźny grymas na naszych twarzach. Trudno. Nieopodal zostawiamy zatem plecaki i szpej, i wchodzimy po kolei na wszystkie wierzchołki. Szczególnie ciekawa jest Pawłowa Turnia, gdzie na zejściu brak liny wywołał we mnie całkiem osobliwy dreszcz i ścisk pośladków mimo, iż to przecież zaledwie II.

Wpisujemy się ponownie do książki wejść i zaczynamy schodzić w kierunku Kwietnikowej Przełączki. W międzyczasie zmartwychwstaje mój aparat, tak więc czuję nieskrywany entuzjazm. Obieramy azymut na nasz główny cel, czyli Rogatą Turnię, która z tej perspektywy wygląda po prostu obłędalnie. Kiedy po raz pierwszy zobaczyłam ją na zdjęciach, przełknęłam głośno ślinę. Później, gdy miałam okazję obadać ją na własne oczy podczas ubiegłotygodniowej wycieczki na Bradavicę – zapragnęłam na nią wejść, jednak czas nam na to nie pozwolił. Tym razem zaś nie chciałam jej odpuścić.

Wybieramy północno-zachodnią grań. Krótki fragment, ale jakże ciekawej, stosunkowo łatwej wspinaczki w terenie II/II+. Igi startuje początkowo bez sznurka – wiążemy się dopiero przed pierwszym uskokiem, który pokonujemy wprost. Potem łatwą granią pod kolejny, główny uskok Rogatej. Tam chwilka zastanowienia nad tym, który wariant wybrać. WHP proponuje dwa: z obejściem grani i na wprost. My oczywiście, chcemy na wprost, jednak po badaniu organoleptycznym okazuje się, że to chyba rzadko uczęszczany wariant. Skała jest niezwykle ostra (tego dnia miałam całe pocięte paluchy), a im dalej od głównego ostrza grani, tym coraz większa kruszyzna. Pozostając zaś przy samym jej “ostrzu”, można liczyć na litą skałę – ale też na kiepską asekurację (nie ma gdzie czego założyć, dużo “zalanych” szczelin, brak miejsca na kości, friendy czy pętle). Teren jest jednak względnie nietrudny, a odcinek do pokonania – krótki. Szybko zatem pojawiamy się na wierzchołku.

Panorama ze szczytu piękna, szczególnie masyw Granatów Wielickich robi wrażenie. A i widok samego Staroleśnego nie pozostawia nas bez satysfakcji. Książki szczytowej nie znajdujemy.

Początkowo, schodzimy granią w kierunku południowym, by szybko wbić się w rejon Podufałej Turni i odbić w kierunku Kwietnikowego Kotła. Igi oczywiście nie może sobie odmówić wejścia na Podufałą (łatwo) – mnie się zwyczajnie już nie chce, zostaję więc poniżej i robię za fotografa. Dalej, kontynuujemy drogą sprzed tygodnia, tj. Kwietnikowym Żlebem, w kierunku Doliny Wielickiej – i kofoli w Śląskim Domu. To była szybka i bardzo udana wycieczka 🙂

Użyty sprzęt:

Lina x 60m, podstawowy zestaw kości i friendów (głównie do zbudowania stanowisk), kilka pętli różnych rozmiarów, ekspresy, sprzęt osobisty (HMSy + prusy).

Zobacz również:

Rogata Turnia, pn-zach granią – topo

Staroleśny Szczyt, drogą Tetmajera – relacja 2011

:, ,