Piramide Vincent, 2011

Autor: dnia 2011.08.06

Piramide Vincent, 4215 mnpm, Masyw Monte Rosa, Alpy Walijskie
Droga: normalna, od północy, F
Data: 2011.07.11

Po otrzymaniu dzień wcześniej informacji o planowanym znacznym pogorszeniu pogody w naszym rejonie, postanawiamy z Igim schodzić na dół. Cały poprzedni dzień krążyliśmy powyżej 4000 mnpm, wchodząc na kolejne, łatwe szczyty w okolicy: Balmenhorn, Corno Nero, Ludwigshöhe, Parrotspitze, Zumsteinspitze, Signalkuppe. Spędziliśmy również 2 noce na tej wysokości, tak więc czujemy, że podstawowy cel – aklimatyzacja – został osiągnięty. Mieliśmy jeszcze jeden plan do zrealizowania w masywie Monte Rosa, jednakże musielibyśmy czekać na jego realizację przynajmniej 2-3 dni. Uznaliśmy, że nie będziemy, tak więc zapadła decyzja o zejściu. Po drodze jednak chcieliśmy wejść na jeszcze jeden pobliski szczyt, na który nie mieliśmy już ani sił, a  bardziej ochoty dzień wcześniej: Piramide Vincent. Wstajemy więc o 6.00, zjadamy śniadanie i wyruszamy “na lekko” z naszego Bivacco Felice Giordano w kierunku znajdującej się nieopodal “piramidy”.

To całkiem ładna góra, jak patrzy się na jej wschodnią i zachodnią ścianę. Szczególnie od wschodu ma imponującą rzeźbę. Nie to jednak było naszym celem podczas tego wyjazdu, tak więc obeszliśmy się podziwianiem tej ściany z Corno Nero dzień wcześniej, a teraz zmierzaliśmy w kierunku wierzchołka drogą normalną, tj. od północy.

Po wyjściu ze schronu na Balmenhornie kierujemy się w dół, na wschód po to, by zaraz zejść na przełęcz, szybko przechodzącą w północne stoki Piramide Vincent. W międzyczasie piękny poranek w błękitach i karmazynach zmienia się w “spacer w chmurach”. Nic nie widać. Po około 30 minutach pojawiamy się na wierzchołku. Nic się nie dzieje. Podchodzimy jeszcze w kierunku Punta Giordani, jednakże widoczność spada niemalże do zera i rezygnujemy z maszerowania w kompletne NIC. Wracamy zatem do schronu po resztę gratów i zmierzamy wzdłuż lodowca Lys, w kierunku kolejki. Po drodze zahaczamy jeszcze o schronisko Mantova, przyswajamy cudnie smakująca Colę i udajemy się dalej, by wreszcie opuścić rejon Monte Rosa i Włochy. Jedziemy do Francji – tam poczekamy na naszego kolegę Pawła, odwiedzając wcześniej nieco bardziej „egzotyczne” rejony masywu Mont Blanc, których tak jesteśmy ciekawi.

Zobacz również:

Balmenhorn (Monte Rosa), 2011 – relacja

Corno Nero (Monte Rosa), 2011 – relacja

Ludwigshöhe (Monte Rosa), 2011 – relacja

Parrotspitze (Monte Rosa), 2011 – relacja

Zumsteinspitze (Monte Rosa), 2011 – relacja

Signalkuppe / Punta Gnifetti (Monte Rosa), 2011 – relacja

Dufourspitze (Monte Rosa), 2009 – relacja

:, , ,