Nadelhorn, 2010

Autor: dnia 2010.08.26

Nadelhorn 4327m, Alpy Pennińskie, Grupa Mischabel
Droga: Windgrat (normal), PD (UIAA I/II)
Data: 2010.07.18

Wycieczkę na ten przepiękny alpejski szczyt, leżący w masywie Mischabel, rozpoczęliśmy wczesnym porankiem na ogromnym, piętrowym parkingu w Saas Fee (Kanton Valais, Szwajcaria). Cała miejscowość jest zamknięta dla normalnego ruchu kołowego, na jej wąziutkich uliczkach można spotkać jedynie wózki z napędem elektrycznym, podobnie jak w leżącym w sąsiedniej dolinie Zermatt.

Podążamy przez senne jeszcze o tej porze uliczki Saas Fee w kierunku położonego w centralnej części miasta kościoła – tam bowiem rozpoczyna się szlak do schroniska Mischabel (Mischabelhutte). Szlak początkowo pnie się trawiastymi zboczami, z których roztacza się przepiękny widok na leżące w dolinie malownicze miasteczko.

Pniemy się coraz wyżej, osiągając warstwę niskich chmur. Wchodzimy w białą pustkę, robi się chłodno i cicho, odgłosy są stłumione, rosa osiada na nas drobnymi kropelkami. Podświadomie przyspieszamy kroku wiedząc, że nad chmurami mocno grzeje słońce. W końcu pokrywa rozstępuje się nad nami i zamienia w puchaty kobierzec ścielący się u naszych stóp. Spomiędzy snujących się jeszcze tu i ówdzie kłaczków wyłaniają się przepiękne widoki – majestatyczne szczyty czterotysięczników: Allalinhorna i Alphubela.

Nadelhorn

Podejście do schroniska

Szlak zaczyna się piąć coraz stromiej, pojawiają się pierwsze sztuczne ułatwienia takie jak klamry, drabinki, oraz stalowa linka via ferraty. Teren nie jest mocno eksponowany a przez mnogość ubezpieczeń raczej nietrudny, jest też sporo miejsc, gdzie można się bezpiecznie minąć ze schodzącymi z góry turystami.

Nadelhorn

Podejście do schroniska

Robi się bardzo ciepło, nastroje dopisują, żwawo wędrujemy pod górkę, co chwila oglądając się do tyłu na przepiękne czterotysięczne masywy Weissmies i Lagginhorna.

Ani się nie obejrzeliśmy, jak znaleźliśmy się pod schroniskiem, duże nastromienie pozwala szybko osiągnąć wysokość. Zasiadamy na ganku, rozkładamy kuchnię, pod rynnę podstawiamy menażki, nabierając spływającą wodę, pochodzącą z resztek topiącego się na dachu śniegu. To niestety jedyne ujęcie bieżącej wody poniżej lodowca. Po odpoczynku i popasie, schodzimy 50m niżej schroniska, do dwóch niewielkich platform biwakowych. Rozkładamy namioty i odpoczywamy starając się nabrać jak najwięcej sił, przed nocnym wyjściem na szczyt. Słońce przypieka niemiłosiernie, nie pozwalając nam zasnąć w namiotach. Wreszcie nadchodzi upragniony zmierzch – słońce powoli zachodzi a temperatura spada do kilku stopni powyżej zera, to i tak bardzo ciepło jak na tę wysokość. Wchodzimy do śpiworów i usypiamy przerywanym snem.

Wstajemy w środku nocy, jest niewiarygodnie ciepło – przez co nie ma najmniejszych problemów z wyjściem ze śpiworów. Podchodzimy z powrotem pod śpiące jeszcze schronisko, mijamy je i podążamy wyżej za stalówkami. W pewnym momencie schodzimy ze skał na wypłaszczenie lodowca. Wiążemy się liną w tramwaj i idziemy po płaskim śniegu, by pod koniec wspiąć się kilkoma zakosami na łagodną przełęcz. Idzie nam szybko i sprawnie, bo mamy dobrą aklimatyzację – jesteśmy już w Alpach ponad tydzień. Na przełęczy szybka przekąska, odpoczywamy chwilę i kierujemy się granią do góry. Zaczyna trochę dmuchać, ubieram dodatkowy polar na kurtkę i przyspieszamy ruchy. Kilka miejsc jest mocno oblodzonych, ale wybite są głębokie stopnie, więc idzie się sprawnie. Końcówka jest już pozbawiona całkowicie śniegu. Rozpoczynamy wejście na szczyt, płyty są solidne, chwyty pewne, skała sucha i nieoblodzona. Wreszcie osiągamy wierzchołek, który niestety okazuje się być zbyt mały na cały nasz zespół – jedno z nas musi niestety zadowolić się staniem metr poniżej krzyża, który wieńczy czubek Nadelhorna.

Nadelhorn

Świt na Nadelhornie

Niebo rozświetla rubinowy kolor wschodzącego słońca, wiatr cichnie, w dole morze chmur. Jest przepięknie i majestatycznie. Za nami ogromny Dom de Mischbel, wierzchołek którego zdobyliśmy kilka dni wcześniej. Z tej perspektywy widać jego potęgę i przepiękną linię grani Festi wyprowadzającej na jego wierzchołek drogą pierwszych zdobywców.

Schodzimy szybko ze szczytu, aby móc minąć się z wchodzącymi zespołami w wygodniejszym miejscu, niż podszczytowe skały, a ludzi jest sporo – widać, że szczyt ma powodzenie. Najpierw po skałach, potem już śnieżną granią podążamy żwawo na dół w kierunku przełęczy, by o jak najwcześniejszej porze pokonać lodowiec.

Nadelhorn

W zejściu

Na lodowcu nie ma żadnych problemów, więc szybko dostajemy się z powrotem w okolice schroniska. Tam odsypiamy kilka godzin, pakujemy się i schodzimy do doliny. Zdobycie szczytu i przepiękna pogoda towarzysząca nam do samego końca sprawia, że nastroje mamy wyśmienite, mimo że musimy tego dnia pokonać dość sporą różnicę wzniesień z niemałym ciężarem na plecach.

Garść informacji:
Wysokość: 4327 m n.p.m; Wybitność (MDW): 206m.
Położenie Alpy, Grupa Mischabel.
Trudność: PD; I/II; śnieg maksymalnie do 40% [1].

Podejście do schroniska Mischabel 1550m (4-5h); ze schroniska na szczyt 1000m (3-4h).
Punkt startowy: Saas-Fee, Kanton Valais, Szwajcaria.

[1]Richard Goedke, „Alpejskie czterotysięczniki”, Sklep Podróżnika, Warszawa, 2006, wydanie I.

Zobacz również:


:, , ,