Grossglockner, 2009

Autor: dnia 2009.06.18

Grossglockner (Großglockner), 3798,  Alpy, Wysokie Taury
Droga: przez Hofmannkees, NE, PD+
Data: 2009.06.10-14

Wyjechaliśmy z Katowic 10 czerwca ok 17.00. Trasa: Czechy – Austria, Alpy (Wysokie Taury). Nad ranem 11 czerwca wjeżdżamy na Hochalpenstrasse, skąd odbijamy w kierunku parkingu pod schroniskiem Kaiser-Franz-Joseph-Hohe (2370 mnpm). Tutaj zostawiamy auto, a oba zespoły dzielą się i każdy rusza w kierunku obranej wcześniej drogi.

Startujemy ok 8.00 rano, 11 czerwca, z wysokości 2370 m. Schodzimy na lodowiec Pasterze (poziom ok 2130 m). Naszym celem tego dnia jest dotarcie do najwyżej położonego schroniska w Austrii, Erzherzog-Johann-Hutte (3451 m). Mamy zatem do pokonania odległość ponad 1300 metrów w pionie.

Warunki były dość trudne, nie było założonych żadnych śladów (nie spotkaliśmy nikogo, kto obrałby ta samą trasę), śnieg z rana zmrożony, szybko zamieniał się w breję, potokami płynącym po skałach.

Część drogi wiodła skałami, po ok 4 godzinach wchodzimy na lodowiec. Warunki robią się trudniejsze, zacina deszczem, momentami śniegiem (czy nawet małym gradem), widoczność spada (na pewien czas niemalże do zera). Trawersujemy lodowiec Hofmannkees, pod nogami słyszymy dudnienie i płynące potoki – znak, że szczeliny się otwierają.

Forma nie dopisuje, panujące warunki tylko ją pogarszają. Igi prowadzi po skałach, ja na lodowcu przejmuję pałeczkę na torowanie.

Nachylenie stoku sięga max 40 (może 45) stopni, z godziny na godzinę teren robi się coraz bardziej lawiniasty, bardzo mało przyjemny. Niekończące się pola śnieżne mamią nas pozornie niewielkimi odległościami, w efekcie do schronu docieramy po prawie 10 godzinach marszu.

Rano ok 9tej, wraz z dwiema innymi dwójkami z Wrocławia i Poznania wyruszamy w kierunku szczytu. Wiemy już, że drugi zespół, z którym jechaliśmy, nie daje rady zaatakować Rynny Pallavacin’a w czasie, który pozwoliłby nam wszystkim na „wspólne szczytowanie”.

Warunki pod szczytem zimowe (za wyjątkiem temperatury). Liczyliśmy na skałę na grani podszczytowej, a zastaliśmy czapę śnieżną, zewsząd oblepiającą całą górę. To, oraz dość spora ilość ludzi powodują, że robią się zatory i „kolejkujemy” przy poszczególnych punktach asekuracyjnych.

Wreszcie, tuż po godz. 14.00, 12 czerwca stajemy na szczycie Grossglocknera.

Niestety, z ww. powodów zejście też trwa długo. W schronie (EJH) jesteśmy ok 18stej, co okazuje się zbyt późno, żeby schodzić dalej. Poza tym, drugi zespół dalej siedzi u podnóża północnej ściany. Postanawiamy zatem nocować po raz drugi w EJH, a na drugi dzień zejść na stronę południową, w kierunku miejscowości Kals am Groβglockner.

Rano nastepuje zwrot akcji: igi traci wzrok (ślepota śnieżna), przed nami zaś zejście z 3450 m na wysokość nieco poniżej 2000 metrów. kapitalna część tej drogi wiedzie lodowcem Ködnitzkees,  jednakże pozostaje nam do przejścia grań spod schronu, ubezpieczona stalówkami.

Trochę to trwa, nie bez emocji…

Praktycznie przy samym zejściu na lodowiec spotykamy grupę Niemców, którzy nas prowadzą aż do schroniska Stüdlhutte, gdzie się rozdzielamy, a my kierujemy na dół, do punktu docelowego Lucknerhaus. Tam spotykamy chłopaków, którzy dotarli do samochodu i przejechali na drugą stronę góry, aby nas zgarnąć.

Topo
Stuedlgrat topo

Zobacz również:

Grossglockner przez Hofmannskees – topo

Grossglockner wejście zimowe – relacja 2011

Grossglockner przez Stüdlgrat – relacja 2011

Grossglockner przez Stüdlgrat – relacja 2013

Lodowiec Pasterze

Panorama 360 stopni z Franz Josef Hohe



:,