Grossglockner – Stüdlgrat, 2011

Autor: dnia 2011.04.27

Grossglockner (Großglockner), 3798 mnpm, Alpy, Wysokie Taury
Droga: południowo-zachodnia grań “Stüdlgrat”, III-IV (głównie II-III), AD
Data: 2011.04.22-23

Tegoroczną Wielkanoc postanowiliśmy spędzić w Austrii w masywie Grossglocknera, zakładając brak tłumów z uwagi na święta. Prognozy były bardzo obiecujące. Na dodatek, nadspodziewanie wcześniej otwarli Hochalpenstrasse, tak więc pierwotny cel ukształtował się błyskawicznie. Jak się jednak okazało na miejscu – droga owszem, była otwarta, ale tylko nitka główna (północ-południe w obu kierunkach), niestety odbicie pod Kaiser-Franz-Josefs-Höhe pozostała zamknięta, o czym nigdzie nie znalazłam informacji wcześniej. Jako, iż czasu nie mieliśmy na tyle, aby uderzać pod północną ścianę niemalże z samego Heiligenblut (i to bez nart), szybko wybraliśmy cel alternatywny, tj. grań południowo-zachodnią: Stüdlgrat. Pędzimy zatem czym prędzej do Kals.

W Stüdlhütte (2802 mnpm) spotyka nas kolejna niespodzianka: winterraum jest zamknięty, otwarto zaś same schronisko. „Świetnie…” – pomyślałam. Nie mamy ani namiotu, ani płachty, żeby urządzić sobie biwak nieopodal. Na dodatek, Igi zapomniał z auta portfela wraz z dokumentami, co oznaczało ograniczone fundusze. Kilka godzin czekaliśmy na informację, czy będzie dla nas miejsce w schronisku. Kiedy wczesnym popołudniem dowiadujemy się, że tak, wiemy już, że możemy pozwolić sobie wyłącznie na jeden nocleg – wraz z dokumentami Igora w aucie została bowiem także karta OEAV, uprawniająca do 50% zniżki w schronisku. Oznacza to koszt, odpowiednio: 10 euro (ja) i 20 euro (Igi) za noc.

Na miejscu sporo ludzi, głównie skiturowcy. Schronisko jest pełne. Podsłuchując, o czym rozmawiali odniosłam wrażenie, że co druga ekipa pójdzie na „Stüdl’a„.

Ze schroniska wychodzimy następnego dnia o 4:30 rano. Szybkie podejście na lodowiec Teischnitzkees i podążamy wzdłuż grani Luisengrat, poszukując jej końca, tj. przełęczy Luisenscharte (3175 mnpm). Tam bowiem zaczyna się nasza droga.

Jest wiele wariantów wejścia na grań. Można to zrobić przed przełęczą, jak i za nią. Ścieżek wydeptanych jest sporo. Nam przypadło w udziale wbić się w nią za wcześnie (jeszcze przed Luisenscharte), tym sposobem tracimy trochę czasu.

Początek grani biegnie po jej zachodniej stronie, tak więc zacienione miejsca wypełnione są zmrożonym śniegiem, a czasem i lodem. A jako, że grań z daleka wyglądała na suchą, nie założyliśmy raków. Potem zaś nie było już dogodnego ku temu miejsca, tak więc postanawiamy kontynuować wspinaczkę bez nich. Początkowa, najłatwiejsza sekcja Stüdlgrat oferuje trudności oscylujące w okół I – II w skali UIAA i kończy się pierwszym „punktem kontrolnym” – tzw. Breakfast Place (Frühstücksplatzl, 3550 mnpm). Widnieje przy nim „tablica ostrzegawcza”, grzmiąca złowrogo: „Jeżeli ze schroniska do tego miejsca dotarłeś w czasie powyżej 3h, zawróć! Dalej napotkasz jeszcze większe trudności, a stąd bezpieczny odwrót jest jeszcze możliwy”. Dla niektórych zapewne jest to komunikat dość budujący 😉

Od tego miejsca rozpoczyna się kolejny, trudniejszy odcinek grani, a otwiera go III-kowe, ubezpieczone zacięcie (Verschneidung), które pokonujemy szybko i sprawnie mimo kilku zespołów przed nami. Dalej napotykamy teren o podobnych trudnościach (II – III); droga na tym odcinku jest dość ewidentna, a w trudniejszych orientacyjnie miejscach podpowiedzią są liczne kotwy i stalowe pręty. Można też iść za śladami raków (cała masa), jednak tutaj ostrożnie: część z nich wyprowadza stricte na grań w miejscach, gdzie zwyczajowo się ją obchodzi (głównie na liczne na drodze turnie).

Kolejnym „punktem demarkacyjnym” jest III-kowy trawers, tzw. Kanzel (3580 mnpm), ponoć najbardziej eksponowana część drogi. My jednak zorientowaliśmy się, że to to, kiedy już go minęliśmy. Ładne miejsce, aczkolwiek nie odczuliśmy w pełni jego charakteru. To, co bardziej mnie zmięło, to kolejny fragment: pionowa wspinaczka po stalowej linie, na odcinku ok 10 metrów (ca. 3630 mnpm). W tym miejscu trzeba zwyczajnie „pociągnąć z buły” (a nie jakieś tam, estetycznie-dynamicznie…), co kosztowało mnie sporo wysiłku. Przebiegłam ten odcinek czym prędzej, aby założyć pierwszy przelot ponad trudnościami. Tam wyzionęłam ducha na 2 minuty, zapominając jaki dziś dzień i jak się nazywam. Starość, nie radość…

Kontynuujemy wspinaczkę: mijamy eksponowaną grań (ponoć wycenianą na IV-, przyznam jednak, że nie wiem, na jakiej podstawie…), a także niewielką III-kową płytę. Wszystko ładnie ubezpieczone. Dochodzimy wreszcie do kluczowej płyty (UIAA III), gdzie bardziej problematyczne dla mnie robi się podejście pod nią (za krótkie nóżki), niż jej przejście. To ostatnie można zrobić na dwójnasób: a) wejść na płytę od razu i pokonać ją „na odciąg”, trzymając się jej lewej krawędzi, lub też b) obejść ją nieco od prawej i wejść na nią na wysokości ostatniego przelotu (małe krawądki). Jako, że mi to odpowiada, wybieram wariant drugi. Sama płyta nie jest kłopotliwa, acz może zacząć być, kiedy zrobi się mokra.

Po kilku godzinach dochodzimy wreszcie do ostatniego kluczowego miejsca na wysokości ok 3730 mnpm, tzw. Red Mark  (Red Spot / Roter Fleck, UIAA III+/IV- ). To kolejna płyta, na którą wdrapać się można używając do tego wiszącej konopnej liny oraz dwóch stopni (wysoko), a w jej przetrawersowaniu pomaga zamontowana na stałe “stalówka”.

Pozostała część drogi to już II-kowy teren. Napotykamy tu sporo śniegu, jednak słoneczna pogoda i dodatnia temperatura czynią go przystępnym dla butów bez raków. Wreszcie, parę minut po godz. 12.00 stajemy pod szczytowym krzyżem, w towarzystwie wesołych Czechów i Słowaków 🙂

Sama tu nasza obecność „uświęca” to, co mamy w plecakach, a co przeznaczyliśmy na świąteczne śniadanie 🙂 Skubię kabanosa, igi strzela kilka pamiątkowych zdjęć, i zakładamy raki. Zejście ze szczytu przebiega sprawnie: na przełączkę niemalże zbiegamy, po drodze z pewnym uczuciem mieszanym spoglądając na wylot Rynny Pallaviciniego. Wspinanie byłoby dość interesujące i  osobliwe… w lodzie i błocie. Na grani Kleinglocknera mamy korek: sporo ludzi schodzi drogą normalną, tak więc trochę nas tutaj blokuje, w międzyczasie zaś kończy się nasze okno pogodowe i otacza nas białe mleko. W żlebie Glocknerleitl śnieg jest fantastyczny, tak więc znowu przyspieszamy kroku. Mijamy bez zatrzymywania się schronisko EJH i schodzimy po stalówkach na lodowiec Ködnitzkees. W Stüdlhütte zostawiliśmy depozyt (10 euro kaucji zwrotnej za klucz do szafki) w postaci śpiworów i innych szmatek i garnków, tak więc zmierzamy prosto do schroniska, aby odebrać, co nasze. Brak funduszy na kolejny nocleg rodzi konieczność zejścia jeszcze tego samego dnia na parking pod Lucknerhaus. Przyswajamy więc po zupie i zbiegamy na dół, gdzie jesteśmy po 19stej. Na drugi dzień, po spożyciu wielkanocnego śniadanka, pędzimy do kraju. Dla nas, to już trzecia wizyta na Dzwonniku w tym roku. I na razie wystarczy 🙂

Ogólne wrażenie: droga ciekawa, zajmująca, dość długa (ponad 500 metrów długości, prawie 1000 metrów przewyższenia do pokonania), ale w pięknej scenerii. Godna polecenia. Wymaga już posiadania pewnych umiejętności oraz znajomości podstawowych technik wspinania, aczkolwiek nie jest nadmiernie trudna, głównie dzięki licznym stałym punktom asekuracyjnym (kotwy, stalowe liny, pręty) – choć w trzech miejscach użyliśmy własnych przelotów (z uwagi na rodzaj skały i formacje, zdecydowanie przydadzą się friendy; kości – w dużo mniejszym stopniu, jeśli w ogóle).

Topo
Stuedlgrat topo

Użyty sprzęt:

Lina 60 metrów (zdecydowanie za długa, wystarczy 50-tka), podstawowy zestaw friendów (0,5 – 5), luźne karabinki (ok 7-10) lub ekspresy (ok 5 sztuk) + dużo pętli różnej długości (krótkie i średnie), kilka prusów, po 3/4 HMSy na osobę. Przy dobrej pogodzie, suchej skale i braku konieczności obchodzenia poszczególnych odcinków (z uwagi na zatory) – haki zbędne (zwykłe kości również). Czekan (wystarczy podpierak) i raki (jeżeli na grani nie ma śniegu, to głównie do zejścia).

Zobacz również:

Grossglockner od Hofmannskees – relacja 2009

Grossglockner zimą – relacja 2011

Relacja i zdjęcia z wejścia Stüdlgrat 2013


:,

Komentarze

  1. Kuba pisze:

    „To ostatnie można zrobić na dwójnasób: a) wejść na płytę od razu i pokonać ją „na odciąg”, trzymając się jej lewej krawędzi, lub też b) obejść ją nieco od prawej i wejść na nią na wysokości ostatniego przelotu (małe krawądki)”

    Polecam wariant do a) – wejść na krawędź – dobre stopnie, łatwo. O dziwo nie widziałem nikogo przechodzącego w ten sposób. Może lufa zniechęca? 😉
    Relacja fajna (jak zwykle). Przyjemnie poczytać i powspominać.

  2. Mooliczek pisze:

    Dzięki 🙂
    Jeżeli chodzi o wejście na płytę, to przyznam, że naturalnym było dla mnie wejście od prawej, tj wariant b) – stopni, o których piszesz jakoś nie przyuważyłam, ale może to kwestia mętnego wzroku 😉

  3. Kuba pisze:

    Z kolei dla mnie wariant, którym Ty poszłaś wydawał się trudny 🙂 Pisząc „dobre stopnie” miałem na myśli samo ostrze – krawędź. Przecież daje piękne chwyty, więc i stopnie 😉
    No dobra, przy okazji jeszcze posłodzę. Dzięki za inspirację – kilka graniówek tatrzańskich mam w planie dzięki Wam 🙂

  4. jarek pisze:

    Swietna relacja!
    A orientujecie sie jak wyglada sprawa spania w namiocie, gdzies kolo Stüdlhütte? Moze na Kodnitzkees?
    Pozdrawiam!
    Jarek

  5. igi pisze:

    W dolnej części Ködnitzkees stało na uboczu kilka, nierzucających się w oczy namiotów. Czesi chcieli zaoszczędzić rano trochę czasu i atakować Stüdlgrat wechodząc na przełęcz Luisenscharte nie od strony Teischnitzkees, ale od strony Ködnitz właśnie. Reasumując – jest miejsce na biwak.

  6. katzebemol pisze:

    Super relacja i zdjęcia! Jak zawsze:)
    W tym roku w czerwcu mieliśmy tam iść, ale nie wyszło, bo spadł śnieg. Będziemy próbować w przyszłym….
    Pozdrawiamy!

  7. mateusz pisze:

    W końcu, relacja, gdzie są jakieś konkrety!
    mam dwa pytania:
    1. czy znajdę w jakimś przewodniku lub stronie opis tej graniówki?
    2. czy raki wielką różnicę tu robią raki paskowe czy automaty?
    Z góry dzięki za odpowiedź i życzę samych spełnionych marzeń górskich! :]

    1. igi pisze:

      My korzystaliśmy z opisu na http://bergsteigen.at/pic/pdf/459_Topo_d621ea4d-c542-45bf-8e10-15a30c9253ed_stuedlgrat_neu.pdf
      Co do typu mocowania raków, to już kwestia tego, jakie Ci pasują do butów. Poza lodowcem raki również mogą się przydać, wszystko zależy od warunków na tej grani.

      1. mateusz pisze:

        dzięki za szybką odpowiedź!

  8. mateusz pisze:

    aaa i chciałem dodać, że jedziemy we wrześniu. to czy poza lodowcem raki są w ogóle potrzebne?

  9. Darek pisze:

    Cześć, Czy wspinaczka na grani wymaga zakładania stanowisk ? lub czy jest możliwe przejście na lotnej?
    Pzdr D

    1. Mooliczek pisze:

      Cześć! My napotkaliśmy takie warunki, że nie było wówczas konieczności sztywnej asekuracji. Całość przeszliśmy na lotnej. Pozdrowienia!

  10. Jacek pisze:

    Czy można rozbić namiot koło schroniska Stüdlhütte bo chcielibyśmy zostawić depozyt w schrnisku (namiot , śpiwory itd)?

    1. Mooliczek pisze:

      Ten teren to park narodowy, tak więc oficjalnie – z tego co mi wiadomo – nie można biwakować.Depozyt możecie zawsze zostawić w schronisku, kaucja za klucz do szafki w 2011 wynosiła 10 euro, do zwrotu.