Grossglockner – Stüdlgrat, 2013

Autor: dnia 2013.10.11

Grossglockner (Großglockner), 3798 mnpm, Alpy, Wysokie Taury
Droga: południowo-zachodnia grań “Stüdlgrat”, III-IV (głównie II-III), AD
Data: 2013.09.22

Choć sezon letni się skończył, a zimowy pomimo opadów śniegu tak na prawdę się nie zaczął, postanowiliśmy zaatakować Stüdlgrat. Chcieliśmy zrobić to w stylu weekendowym, czyli na lekko, na szybko bez biwakowania i noszenia tobołów – tak jak to robią cywilizowani ludzie 😉
Początkowo mieliśmy jechać większą grupą, ale sporawe opady śniegu skłoniły nas do przesunięcia wyjazdu. Grupa pojechała zdobywać górę drogą normalną, a my ciągle śledziliśmy obraz z kamery, czekając na poprawę warunków.
Trzy dni słońca wytopiły znaczną część pokrywy wreszcie odsłaniając skałę. Szybka decyzja o wyjeździe została podjęta z dnia na dzień, po przeanalizowaniu prognoz. Wróżono brak opadów, trochę słońca i mróz (do -10C), warunki na wspinanie granią świetne. Zatem klamka zapadła – pakowanie, zakupy w biegu i tuż po pracy wyjazd.
Kals przywitało nas przepięknym, słonecznym porankiem. Na dole jeszcze pełnia lata – zielono i ciepło, choć to de facto jego ostatni kalendarzowo dzień. Spacer do Stüdlhütte był bardzo przyjemny, a jako, że byliśmy na lekko, mogliśmy pozwolić sobie na ciut szybsze tempo. Tak więc dwie godziny po wyjściu z parkingu, grzaliśmy się już na ławeczkach pod schroniskiem popijając herbatę. Jako, że mieliśmy deficyt snu zalegliśmy na górnych piętrach pryczy tuż po zmierzchu, który o tej porze nadszedł dość szybko.
Obudziliśmy się o 2 w nocy, był to pierwszy dzień jesieni. Byliśmy pełni sił i nadziei na fajne warunki w skale. Wyszliśmy jako pierwszy zespół i jak to w takich wypadkach bywa, niestety musieliśmy przetorować całą drogę pod grań. Śniegu było do uda, więc pomimo iż uwijaliśmy się bez przystanków, przejście lodowca Teischnitzkees zajęło nam prawie dwie godziny. Krótki odpoczynek, szpejenie i ruszyliśmy w drogę. Postanowiliśmy zaoszczędzić trochę czasu i w grań weszliśmy bezpośrednio pod Breakfast Place stylem „priam a horu”. Wariant nie chodzony (brak rys na skałach), bardzo fajny, choć sporo rzęchów i ze trzy trudniejsze miejsca (duże frendy, taśmy).
Choć całość grani Stüdlgrat trzeba było przewspinać w rakach, to nie musieliśmy korzystać z dziab. Warunki były idealne: chwyty w większości odsłonięte, w zagłębieniach śnieg pod raki – problematyczną płytę (III) udało się przejść bokiem, trochę w śniegu, trochę w rysach na przednich zębach.
Na grani prawie pusto, jeżeli nie liczyć czterech zespołów, z czego dwa szybkie przepuściliśmy. Całą drogę zrobiliśmy na spokojnie, nie popędzani w niezłym, jak na te warunki tempie. Na szczycie Grossglocknera byliśmy sami, w zejściu nie musieliśmy czekać, mijać się czy tłoczyć. W Glocknerleitl czekał nas twardy śnieg, krótki fragment lodu, dzięki czemu asekurowanie się w górnej partii żlebu było zbyteczne.
Jednym słowem warunki na wycieczkę idealne 🙂 W schronisku EJH posiedzieliśmy do zachodu słońca, uzupełniając niedobory wody, chrupiąc ciastka i wspominając zimowe spania w winterraumie, teraz pełniącym funkcję schowka na buty i szpej.
Jeszcze tylko kilka zdjęć zachodzącego słońca i żwawo ruszamy w dół. Mnie początkowo dało się we znaki zmęczenie, poczułem, że marzną mi dłonie i potykam się o raki, ale pół czekolady szybko postawiło mnie na nogi. Zwiększyliśmy tempo. Pusty o tej porze lodowiec Ködnitzkees przeszliśmy po zmroku w twardym już śniegu, spotkaliśmy tylko jedną ekipę polską biwakującą niedaleko ścieżki.
Rano wstaliśmy godzinę przed budzikiem, zjedliśmy śniadanie i pobiegliśmy na dół, żegnani pięknym słonecznym porankiem, identycznym z tym, który witał nas dwa dni wcześniej.

Topo
Stuedlgrat topo

Użyty sprzęt:

Lina 60 metrów, podstawowy zestaw friendów (0,5 – 5), luźne karabinki (ok 7-10)  + dużo pętli różnej długości (krótkie i średnie), kilka prusów, po 3/4 HMSy na osobę. Czekan  i raki.

Większość zdjęć dzięki uprzejmości Kasi (Matragony) 🙂

Zobacz również:

Grossglockner od Hofmannskees – relacja 2009

Grossglockner zimą – relacja 2011

Grossglockner przez Stüdlgrat – relacja 2011

:,