Gerlach przez Wielicką Próbę, 2008

Autor: dnia 2009.06.06

Gerlach (Gerlachovsky stit), 2655, Tatry Wysokie
Droga: przez Wielicką Próbę, I, A0
Data: 2008.06.02

 

Gerlach z przewodnikiem? Zupełnie nie wiem, czemu zdecydowaliśmy się na taką opcję… Wtedy wydawała się jedyna sensowna.

Ale decyzja zapadła, solidna kasa poszła na cudze konto – nie pozostało nic innego, jak iść. Poza tym, towarzystwo było przednie, więc plusy dodatnie przebiły plusy ujemne.

Wieczorem dotarliśmy do Śląskiego Domu, przy którym zaparkowaliśmy auto. Nikt z nas nie myślał o tym, że możemy dostać za to mandat, Noel nawet olał sprawę i powiedział, że 1000 SKK to on za nocleg płacić nie będzie (i słusznie), noc zatem spędził w samochodzie.

Nazajutrz, ok. 5:30 wyruszyliśmy we dwie ekipy, każda licząca 4 osoby + przewodnik.

Przemieszczaliśmy się szybko: ze Śląskiego Domu za zielonymi znakami do Wielickiego Stawu, skąd odbijamy w lewo i kierujemy się w stronę Wielickiej Próby, pierwszej trudności na drodze. Niegdyś ubezpieczona łańcuchami i klamrami, teraz odarta z żelastwa niemalże całkowicie piętnastometrowa skalna ściana nie stanowi dla nas większego problemu. Szybko wchodzimy w Wielicki Żleb, cały czas spoglądając na drugą część naszego zespołu, idącą przed nami. Tydzień wcześniej wróciliśmy z Igim z Blanka…. Myśleliśmy zatem, że na Gerlach pomkniemy na skrzydłach. Oj, nic bardziej mylnego, zdychaliśmy i klęliśmy pod nosem na swoją formę (a raczej jej brak). Co wysokość i inne trunki robią z ludźmi… Ale pogoda przynajmniej dopisuje, póki co.

W końcu wychodzimy na Przełączkę nad Kotłem. Chwila restu, parę zdjęć i dalej, zachodnią częścią grani przechodzimy nad Gerlachowskim Kotłem aż pod wierzchołek Małego Gerlacha. Po drodze mijamy wyjście ze słynnego Żlebu Karczmarza, a także „kamień prawdy” – jak gminna wieść niesie, ten pokaźnych rozmiarów głaz, niefortunnie blokujący drogę obnaża prawdę o „mięśniu piwnym”. Jak okazuje się on zbyt duży, to człowiek ma ponoć problem z jego obejściem (a obejść go należy w dużej ekspozycji). Wszyscy przeszli… ale rozczarowanie chłopaków było duże: to oznacza, że piwa jednak było za mało…

Spod Małego Gerlacha możemy w końcu dojrzeć wierzchołek główny, pod i na którym widać już kilka ekip. Idziemy dalej, trawersując pd-zach zbocze Pośredniego Gerlacha i kierując się lekko w stronę Doliny Batyżowieckiej, by w końcu dotrzeć do górnych partii Batyżowieckiego Żlebu, skąd szczyt już w zasięgu ręki.

Na szczycie jesteśmy o 8:50. Widoki zacne, wstrzeliliśmy się też w lukę i opórcz „naszych” była tam jeszcze tylko jedna ekipa (ale to i tak tłum…). Niestety, swobody mamy niewiele – 15 minut później już jesteśmy na zejściu w Batyżowieckim Żlebie, tym razem odbijając w prawo.

O ile w drodze na szczyt przewodnik był na prowadzeniu, o tyle teraz szedł jako ostatni. Dopiero tutaj dotarło do nas, jak skomplikowana orientacyjnie może być ta droga. Co chwila słyszeliśmy za plecami „Nie tędy!… Tamtędy”. Łatwo można było wejść w całkiem interesujące trudności.

Gdy dochodzimy do Batyżowieckiej Próby, pojawiają się pierwsze emocje. To tylko 6 metrów ubezpieczonej ściany skalnej, ale ekspozycja całkiem miła. Próba zostaje jednak zaliczona pomyślnie, szybko pojawiamy się na dnie Doliny Batyżowieckiej. Stamtąd prostą drogą w kierunku Batyżowieckiego Stawu i dalej, do Śląskiego Domu.

Niestety, niewiele więcej mogę o tej wycieczce powiedzieć… Pomimo naprawdę fajnej ekipy i profesjonalnych przewodników odarta ona była dla mnie z jakichkolwiek emocji. Wycieczka z przewodnikiem na pewno ma swoje dobre strony, chociażby stosunkowo szybkie pokonanie trasy trudnej orientacyjnie. Jednak to prowadzenie (a raczej ciągnięcie) na sznurku, popędzanie i brak swobody kompletnie mnie dobił. Trasa piękna, ale zabrakło mi wolności w górach, gnaliśmy tam wszyscy w jednym kierunku, wielu z nas bez większej świadomości tego, co się wokół nich dzieje.

Myślę zatem, że moja pierwsza wycieczka z przewodnikiem będzie jednocześnie moją jedyną…

Zobacz również:

Gerlach – przez Żleb Karczmarza

Wielka Korona Tatr – info

:, ,