Castor, 2012

Autor: dnia 2012.10.08

Castor (Il Castore), 4228 mnpm, Alpy Walijskie
Droga: zachodnia ściana, PD
Data: 2012.08.16

Castor to jeden z dwóch “bliźniaków”, jak się go potocznie określa wraz z sąsiadującym tuż obok Polluxem. Wyższy od swojego „brata”, oferuje doskonałą panoramę na Monte Rosę, masyw Breithorna czy Mischabel. Oczywiście, jeśli cokolwiek widać…

Miał być pierwszym z naszych celów podczas wyjazdu na tzw. długi sierpniowy weekend.

Miejscówkę wybraliśmy sobie doskonałą: nasz żółty domek rozbiliśmy na przełęczy Schwarztor (co można przetłumaczyć jako Czarną Bramę…), tuż u podnóża Roccia Nera, która zwykle otwiera drogę trawersu pięciowierzchołkowego masywu Breithorna. Zlokalizowany nieopodal schron Bivacco Rossi e Volante nie miał okazji na szczęście nas ugościć – na szczęście, bowiem wewnątrz i na zewnątrz fetor był nie do zniesienia, o czym mogliśmy przekonać się dwa dni później podczas szybkiego rekonesansu i podejścia na “Czarną Skałę”. Trzeba było wówczas uważać na każdy krok, aby nie wdepnąć w… w niespodziankę.

Jako, iż było to już całkiem wysoko jak na zakładanie “bazy” (ok. 3700 mnpm), pierwsza noc była dość ciężka. Cóż, uroki aklimatyzacji. To, co jednak było tegoż największym plusem to fakt, iż biwak był w zasadzie tuż pod ścianą: z namiotu podejście pod zachodnią flankę Castora to jakieś 30 minut. Pozwoliło nam to wyjść rano o jakże humanitarnej godzinie 7.00. Minąwszy po drodze kilka niewielkich wtedy jeszcze szczelin, wbiliśmy się więc w stok góry i po ok 1,5h spokojnego marszu (nie licząc szczelin – bez trudności technicznych) pojawiliśmy się na wierzchołku. Mimo początkowego zachmurzenia, które utrzymywało się przez całą noc i poranek (co w efekcie dało temperatury dodatnie i miękki, brejowaty śnieg na podejściu), “szczytowanie” odbyło się w sprzyjających i budzących powszechny entuzjazm warunkach widokowych 🙂

Zamierzaliśmy zejść drogą wejścia, a że wszystkie zespoły, które podchodziły na szczyt tego dnia przed nami postanowiły przetrawersować górę i zejść na jej drugą stronę do schroniska Quintino Sella, toteż końcówka podejścia na wierzchołek i powrót do namiotu obyły się bez mijanek.

Był to więc bardzo miły, poranny spacer. Wróciliśmy na obiad 🙂 z zamiarem odwiedzenia nazajutrz „niższego bliźniaka”, Polluxa.

:, ,